
Rekrutacje wewnętrzne w Metapack. Od obsługi klienta do kodowania – historia Magdy

Czas na nowe wyzwania? W Metapack udostępniamy naszym pracownikom różne możliwości rozwoju, a wśród nich – udział w rekrutacjach wewnętrznych. W jaki sposób Metapackersi wykorzystują tę możliwość i jak przebiega proces zmiany stanowiska? Poznaj Magdę, która po dwóch latach pracy na stanowisku Customer Implementation Specialist zasiliła zespół developerski Sharks jako Software Engineer.
Magdo, powiedz nam krótko, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z Metapackiem?
Trafiłam do Metapack w maju 2019 roku, czyli już dwa i pół roku temu. Trochę przez przypadek, szczerze mówiąc. Moja koleżanka przejeżdżała kiedyś koło biura i przypomniała sobie, że gdzieś słyszała, że tutaj jest bardzo fajna firma. Poleciła mi stronę, na którą oczywiście weszłam i tam znalazłam oferty pracy, zaaplikowałam i na szczęście się udało. Przeznaczenie, można powiedzieć (śmiech).
Aplikowałaś na stanowisko Customer Implementation Specialist, czyli do działu, który zajmuje się obsługą klienta, odpowiadaniem na ich potrzeby. Jakie miałaś wtedy doświadczenie zawodowe?
Doświadczenie miałam niewielkie. Kiedy składałam CV do Metapack, byłam w trakcie studiów informatycznych na Uniwersytecie Zielonogórskim. Byłam wtedy na drugim roku. Wcześniej skończyłam logistykę mediów w Warszawie, ale było to kompletnie coś innego. Pracowałam też wtedy jako kierownik sklepu w zielonogórskim centrum handlowym Focus Mall. Była to typowo studencka praca. Można więc powiedzieć, że trafiłam tutaj z zupełnie innej branży.
Nie miałam doświadczenia w biznesowej obsłudze klienta, miałam za to ten background uczelniany. Zgłębiałam kwestie techniczne na studiach.
Mimo tego, telefon zadzwonił. Czy było to dla Ciebie zaskoczeniem?
Byłam jednocześnie w szoku, ale też byłam bardzo zadowolona i szczęśliwa, że w ogóle mogę spróbować. Wierzyłam, że mój kierunek studiów mi pomoże, ale wiedziałam też, że w Metapack duże znaczenie ma język angielski. Szczególnie w implementacji, gdzie na co dzień rozmawiamy z brytyjskimi klientami.
To były moje mocne strony i pewnie przeważyły w decyzji, by się ze mną skontaktować. Reszty się nie obawiałam, bo znam siebie i wiem, że szybko się uczę. Jeśli czegoś chcę, to potrafię się zmobilizować i opanować nowe obowiązki.
To są te „miękkie” umiejętności, które również oceniamy podczas rekrutacji i które z pewnością wpłynęły na ostateczną decyzję o zatrudnieniu. Chęć do pracy to dla nas istotny czynnik, bo same narzędzia jesteśmy w stanie dostarczyć w trakcie onboardingu.
To prawda. Dla mnie, osoby, która przyszła do Metapack bez żadnego doświadczenia w pracy z klientem biznesowym, duże znaczenie miał właśnie onboarding. Podczas tego wprowadzenia otrzymałam tak dużo informacji, że w ciągu niedługiego czasu czułam się dosyć pewnie w tym, co miałam do zrobienia. Te trzy miesiące były naprawdę ważne.
O onboardingu jeszcze porozmawiamy, ale zanim do niego przejdziemy, wróćmy jeszcze na chwilę do początku. Jak przebiegała rekrutacja od chwili, w której dział HR skontaktował się z Tobą do momentu, gdy już otrzymałaś pozytywną odpowiedź?
Mój proces rekrutacji miał właściwie trzy etapy. Pierwszym z nich była swobodna rozmowa telefoniczna z osobą z działu HR. Pojawiły się pytania techniczne, ale przede wszystkim rozmawialiśmy o moim doświadczeniu, planach na przyszłość, sukcesach. Rozmawialiśmy też przez chwilę po angielsku. Po tej rozmowie zostałam zaproszona już do firmy, gdzie spotkałam się z liderami zespołów i również z osobą z HR-u. Poruszaliśmy podobne tematy o doświadczenie, moje obecne obowiązki i projekty, ale zdecydowanie więcej pojawiło się zagadnień technicznych. Pamiętam, że wyszłam z firmy bardzo zadowolona, bo rozmowa była naprawdę przyjemna. Byłam tym faktem dosyć zaskoczona, bo jednak była to rozmowa o pracę, czyli sytuacja dosyć stresująca. Jednak nie w tym przypadku.
Wyszłam więc z dobrym nastawieniem i dużymi nadziejami, które niedługo potem się potwierdziły. Dostałam informację od Metapack, że rozmowa przeszła pozytywnie i dostałam zaproszenie na kolejną – tym razem z zespołem implementacyjnym. Nie wiem dlaczego, ale zespołem stresowałam się jeszcze bardziej niż liderami. Może dlatego, że to osoby, z którymi miałam pracować. Na szczęście to spotkanie było równie przyjemne, rozmawialiśmy o tym, jak wygląda praca i typowy dzień pracy. Pytali mnie, w jaki sposób ja lubię pracować. Można powiedzieć, że zaczęliśmy już wtedy troszkę się poznawać i polubiliśmy się, bo chwilę później dostałam propozycję pracy.
Przyjęłaś ją i zaczęłaś trzymiesięczny okres wdrożeniowy, czyli onboarding. Jak on wyglądał?
Przez pierwsze miesiące zdecydowanie trzeba się było nauczyć branży. Od podstawowych pojęć, przez cały proces wysyłkowy, z którym niby każdy ma do czynienia, ale nikt tak naprawdę o nim nie myśli. Zamawiamy paczkę, ona przychodzi, więc się cieszymy, bo mamy coś nowego. Ale cała logistyka, która za tym idzie, to, co my robimy, to jest coś, nad czym człowiek się dużo nie zastanawia.
Więc tego trzeba się nauczyć i tych informacji jest dużo. Nie powiem, że nie byłam przestraszona przez pierwszy tydzień, kiedy zobaczyłam wszystkie dokumenty, wszystkich kurierów, których muszę się nauczyć, co, jak, gdzie i dlaczego (śmiech). Ale to jest do przyswojenia. To też przychodzi z czasem oczywiście, jednak baza wiedzy i liczba specjalistów, których mamy dookoła, sprawiają, że jak najbardziej możemy się tego nauczyć. Wystarczy trochę chcieć, wgryźć się w to i można szybko poczuć się dość pewnie operując między naszymi systemami.
Pierwsze miesiące to było więc dużo dokumentacji, ale też dużo nauki biznesowej komunikacji z klientem, bo to jest trochę inna forma komunikacji, niż taka naturalna. No i pierwsze case’y.
Zaskoczyło Cię, że ten onboarding jest tak szczegółowo przygotowany? Spotkałaś się wcześniej z tak przygotowaną ścieżką wdrożenia?
Nie, nie spotkałam się. Onboarding w Metapack faktycznie jest bardzo dobrze usystematyzowany i bardzo szczegółowy. Czy mnie to zdziwiło? Przyznam, że nie. Kiedy zobaczyłam specyfikę tej branży, wiedziałam, że to jest po prostu konieczne. Bez tego ani rusz. Tym bardziej, że żeby dobrze pracować, trzeba znać te systemy, trzeba znać tę pracę. Inaczej człowiek by się zgubił bardzo szybko i nie wiedział, co robi w ogóle.
Wspomniałaś o pierwszych case’ach, czyli prawdziwych projektach z klientem komercyjnym. Powiedz, czym się dokładnie zajmowałaś jako Customer Implementation Specialist?
W zespole Customer Implementation zajmowałam się obsługą projektów, z którymi przychodzą do nas klienci. Mogły to być albo zmiany w ich obecnych systemach, w ich konfiguracji, mogły to być nowe konfiguracje albo zasady, które system ma uwzględniać podczas alokacji paczek w ich systemach. Zakres naszej obsługi jest bardzo duży i obejmuje praktycznie wszystko, czego klient oczekuje, oczywiście jeśli jest to możliwe do zrobienia.
Co najbardziej Ci się w tej pracy podobało?
Mnie od zawsze ciągnęło do tych bardziej technicznych zadań, więc lubiłam wszystko, co wiązało się z testowaniem. Kiedy trzeba było napisać jakieś nawet krótkie skrypty albo nowe zasady dla klienta. Coś więcej niż tylko przeklikanie się przez system.
A jakie były największe wyzwania, z jakimi miałaś do czynienia w pracy?
Myślę, że największym wyzwaniem jest tutaj komunikacja. Nie dość, że mamy do czynienia z klientem biznesowym, to jeszcze z klientem zagranicznym. Dochodzi więc bariera językowa i nawet jeśli człowiek przychodzi ze znajomością języka obcego, to jednak ta bariera, żeby swobodnie rozmawiać w języku obcym jest. Na początku też się tym stresowałam, przed każdą rozmową były nerwy, ale to przychodzi z doświadczeniem i już po pierwszym roku widziałam ogromną różnicę, jeśli chodzi o swobodę wypowiedzi.
Innego rodzaju wyzwaniem było to, że trzeba nauczyć się mówić „nie”. Albo „nie wiem, ale dowiem się później”. To też jest ciężkie.
Jakie rady dałabyś osobom, które pracują ciągle nad umiejętnościami komunikacyjnymi? Co Tobie pomogło w tym, żeby komunikacja była sprawniejsza, efektywniejsza i przyjaźniejsza też dla Ciebie?
Na początku zawsze sobie mówiłam, że to my mówimy w obcym języku, a nie oni. Więc to, że my się wypowiadamy po angielsku to już jest duży plus i nawet jeśli popełnimy jakieś drobne błędy gramatyczne, językowe, pomylimy słówka, to w 90% nikt tego nawet nie zauważy. Oczywiście bardzo pomaga przygotowywanie się do tych pierwszych spotkań. Zawsze lepiej zrobić sobie jakąś agendę, wypisać punkty, które wiemy, że musimy poruszyć, jakieś słownictwo typowo branżowe, którego nie jesteśmy pewni. Ja sobie zawsze te elementy wypisywałam, żeby mieć je pod ręką. To tak na początku. Razem z doświadczeniem okazuje się, że potrzebujemy tych elementów coraz mniej aż dochodzimy do momentu, że potrzebujemy jedynie krótkiego przygotowania odnośnie tematu rozmowy, a samo mówienie przychodzi już dosyć naturalnie.
Czy coś Cię zaskoczyło w tej roli? Po rozmowach pewnie miałaś pewne wyobrażenie o tej pracy. Cy ono się potwierdziło, kiedy dołączyłaś do zespołu?
Myślę, że zaskoczyła mnie liczba projektów, jakie potrafi wyprodukować jeden klient tygodniowo. Poziom szczegółowości, który trzeba zachować, żeby to wszystko sprawnie poprowadzić. Spodziewałam się jednego projektu na dłuższy okres czasu, a to były krótkie zadania, na które mieliśmy mniejsze timeline’y. Ale nie było w tym nic złego. Lubię zmiany i to, że mogę codziennie robić coś nowego i czegoś nowego się przy okazji nauczyć, to było akurat na plus.
Co byś poradziła osobie, która chciałaby dołączyć do zespołu Customer Implementation? Na co powinna zwrócić uwagę?
Jeszcze raz wrócę do języka, bo to jest naprawdę podstawa i bardzo duże ułatwienie w późniejszej pracy ze względu na dokumentację i na komunikację z klientem. Warto też nauczyć się technicznych aspektów, poznać trochę SQL-a. Poczytać oczywiście na naszej stronie, na czym polegają nasze systemy, bo nawet podstawowe informacje pomagają później w pracy. I przyjść z otwartą głową, wiedzieć, że trzeba się będzie dużo nauczyć.
Spędziłaś w Customer Implementation dwa lata, to dużo czasu. Kiedy pojawiła się u Ciebie myśl o rozwoju w kierunku programowania?
Odważyłam się na tę myśl, kiedy zaczynałam pisać pracę inżynierką, czyli kiedy kończyłam studia. Po obronie stwierdziłam, że skoro już mam ten dyplom, mam już podstawy i widzę sama, że już swobodniej programuję, to czas przejść do tego, co chciałabym robić.
Ale zamysł o kierunku był dużo wcześniej?
Tak, już od początku pierwszych studiów wiedziałam, że ciągnie mnie w kierunku technicznym. Ale dopiero teraz mogłam sobie na to tak naprawdę pozwolić.
Jakie miałaś doświadczenie z programowania, w chwili, kiedy przystąpiłaś do wewnętrznej rekrutacji na stanowisko programisty?
Pierwsza rzecz to dyplom, bo to jednak studia kierunkowe. Doświadczeniem było to, co zdobyłam w trakcie pracy w Customer Implementation. W ciągu dwóch lat poznałam cały system praktycznie od podszewki. Poznałam też narzędzia, które są tutaj używane, czyli SQL-e, Soapy. Czytałam też trochę więcej o metodykach, o teoretycznych podstawach programowania, bo studia uczą świetnie praktyki, teorii trochę mniej. Więc zaczęłam powoli się w ten sposób przygotowywać.
A prywatnie? Miałaś okazję realizować jakieś projekty dla siebie lub dla kogoś?
Napisałam program dla mojej mamy, który pomaga jej wystawiać faktury. Był to program do zrządzania fakturami w małej firmie. Było to dosyć duże przedsięwzięcie, więc chwilę nad nim pracowałam. Ale robiłam też dużo małych projektów, również takich, które przydawały mi się tutaj w pracy, na przykład narzędzie do konwersji plików z jednego formatu na drugi czy do automatyzacji testów. Były to takie dodatkowe prace, które wykonywałam po to, żeby ułatwić sobie pracę i zdobywałam też dzięki temu doświadczenie.
Na pewno robiło to też wrażenie na chłopakach z działu implementowania. A jak wyglądała rekrutacja do działu developmentu?
Ta rekrutacja była trochę krótsza. Zobaczyłam ogłoszenie u nas na wewnętrznej stronie, zaaplikowałam przez złożenie CV. Miałam pierwszą rozmowę taką ogólną, czego się spodziewać i jak wygląda rekrutacja wewnętrzna z działem HR. Potem moje CV przeszło do chłopaków z developmentu i zostałam zaproszona na rozmowę rekrutacyjną.
Ponieważ mamy czas pandemii, rozmowa ta odbyła się na Zoomie. Na rozmowie byli liderzy zespołów i całego działu, przemaglowali mnie technicznie i nietechnicznie (śmiech). Porozmawialiśmy sobie trochę, jak wygląda praca, jak ja to widzę, jak oni to widzą, co ja już umiem, czego się jeszcze muszę nauczyć. Po tej rozmowie dostałam informację, że chętnie mnie przyjmą, jeśli chcę się faktycznie przenieść i wtedy zostały już negocjacje na temat terminu przejścia. To była kwestia dogadania się między liderami naszych działów. Okazało się, że przeniosłam się szybciej niż myślałam, bo w maju 2021 roku. Dołączyłam do zespołu developerskiego Sharks.
Mówisz, że Cię maglowali. Czy były jakieś pytania, które Cię zaskoczyły?
Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie pytania o mój projekt. Widziałam, że faktycznie zostało to przejrzane, ktoś na to spojrzał i faktycznie docenił, że robię coś więcej niż na studiach czy na papierze. Poza tym nic mnie za bardzo nie zaskoczyło. Była to typowa rozmowa na stanowisko techniczne, więc wiadomo było, że trzeba się przygotować pod tym kątem. Było trochę pytań technicznych, było trochę pytań miękkich, trochę też porozmawialiśmy po angielsku.
Miałaś też okazję zobaczyć drugi onboarding, w innym dziale, który robi to w zupełnie inny sposób. Jak to oceniasz? Czy możesz porównać te onboardingi?
Z moim onboardingiem w drugim dziale było o tyle śmiesznie, że on był taki hybrydowy. Bo ja jednak przychodziłam z dwuletnim doświadczeniem z innego działu, ale pracowałam dokładnie na tym samym produkcie, na którym pracuję w tym momencie. Takie rzeczy, jak struktura bazy danych, sama baza danych, na którą w takcie onboardingu kładzie się duży nacisk, ja już znałam. Więc można powiedzieć, że te zagadnienia były trochę inaczej w moim przypadku ukierunkowane.
Oprócz tego, wszystko – podobnie, jak przy pierwszym onboardingu – było bardzo usystematyzowane. Tutaj również otrzymałam całą listę zagadnień i przechodziliśmy po kolei przez każdy element. Zawsze otrzymywałam feedback i zawsze mogłam liczyć na zespół, który chętnie mi pomagał.
Jesteś w nowym zespole już pół roku. Jak Ci się podoba to, co robisz? Czy wszystko to, co usłyszałaś podczas rekrutacji, sprawdza się?
Jest naprawdę świetnie. Duży wpływ ma na to lider zespołu, z którym doskonale się w zespole dogadujemy. Codziennie jest coś nowego, jakieś nowe wyzwanie. Wprowadzamy coraz to nowsze rozwiązania, musimy za tym nadążać. Jest więc to, co lubię, czyli dynamika pracy. Pracujemy na nowych technologiach, na nowych narzędziach, które warto poznać. Wciąż się uczę i myślę, że zawsze się będę uczyła, ale mogę też powiedzieć, że jestem już samodzielnym pracownikiem, sama wykonuję zadania, nie potrzebuję, żeby mnie ktoś prowadził za rękę.
Jakbyś podzieliła swój obecny czas pracy? Ile czasu programujesz, a ile czasu spędzasz na wykonywaniu innych zadań?
To jest bardzo trudne pytanie. Czy to jest programowanie czy pisanie skryptów w SQL-u, dość sporo czasu spędzamy na testowaniu tych rozwiązań. Chcemy, żeby to, co wydajemy, było jak najlepszej jakości. Procentowo naprawdę nie potrafię powiedzieć. Większość jest to jednak praca programisty, obojętnie w jakiej technologii.
Wspomniałaś, że cały czas się uczysz i masz przed sobą jeszcze ogrom wiedzy do opanowania. Czy masz na to jakiś wydzielony czas i robisz to w trakcie pracy czy dokształcasz się po godzinach?
Jedno i drugie. W pracy mamy cele kwartalne, które są właśnie po to, żebyśmy się rozwijali i na to jest wyznaczony czas w trakcie pracy. Ale warto też poświęcić trochę czasu po pracy, poczytać jakieś książki czy zrobić mniejszy projekt dla siebie. To bardzo rozwija.
Z czego korzystasz, żeby zdobywać nową wiedzę? Jakie źródła mogłabyś polecić początkującym programistom?
Dla początkujących programistów Internet jest świetnym źródłem wiedzy, tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać. W Metapack mamy, na przykład, dostęp do platformy Linkedin Learning, na której są różne kursy, w tym kursy wideo, są elementy sprawdzające co jakiś czas. Bardzo mi się to podobało, kiedy jeszcze byłam w dziale implementacji. Słuchałam nagrań dla początkujących, zaawansowanych, czy pod specyficzne, konkretne już frameworki. To poleciłabym na początek. Ja lubię praktykę, dlatego polecam też po prostu wymyślić sobie jakiś prosty projekt. Zacząć pisać. Wtedy można robić research rozwiązań, bibliotek, które mogą pomóc i w ten sposób przyswajać nowe rzeczy.
Wspomniałaś też o tym, że w pracy macie możliwość korzystania z różnych nowych technologii. Z jakich konkretnie narzędzi korzystasz i uważasz, że faktycznie pomagają Ci w codziennej pracy?
Przy testowaniu pomaga nam korzystanie z Dockera. Możemy sobie wystawiać środowisko, na którym możemy testować rozwiązania bez obawy o jakiekolwiek komplikacje dla naszych klientów. Mamy Postman, SoapUI, które pomagają nam w tworzeniu scenariuszy, automatyzacji testów.
Jak wygląda zespół programistyczny? Z jakich osób się składa i jak Ci się pracuje w takim zespole z takim podziałem ról?
U nas w Sharks jest 6 osób. Mamy lidera, Marka, mamy Business Analyst, czyli Gosię i jest czterech programistów łącznie ze mną. Nie mamy QA, więc staramy się sami testować i sprawdzać nasze rozwiązania. Trafiłam na bardzo dobry zespół. Współpraca przebiega świetnie i niesamowite jest to, że zawsze można się do kogoś zgłosić. Myślę, że dzięki temu też zespoły w Metapack tak sprawnie działają. Dzielimy się swoją pracą i wiedzą. Kiedy ktoś poznaje nowe rozwiązania, przekazuje to innym. Możemy liczyć na wsparcie lidera. Mamy więc wszystko, co w zespole chciałoby się mieć.
Jak wiesz, wiele w naszej pracy zmieniła pandemia. Praca zdalna wpłynęła na zespoły i na kulturę pracy, którą przez lata wypracowaliśmy. Jak jest teraz, po dwóch latach pandemii? Czy dostrzegacie ciągle te zmiany?
Patrząc na początek pandemii, to rzeczywiście po pierwszy miesiącu pracy zdalnej potrzebowaliśmy powrotu do biura. Nie chciało nam się już siedzieć w domu, w odosobnieniu. Po dwóch latach przyzwyczailiśmy się jednak do tego trybu pracy, który zresztą ma dużo plusów. Minusem jest oczywiście fakt, że nie widujemy się tak często. Dużo osób zostało zatrudnionych już podczas pandemii i ostatnio, kiedy byłam w biurze, uświadomiłam sobie, że niektórych Metapackersów widziałam wtedy po raz pierwszy na oczy, nie przez Zooma, nie przez komputer.
To jest dość niesamowite, kiedy się o tym pomyśli. Ale trzeba się dostosować. Bardzo się cieszymy, że mamy teraz już możliwość pracy przynajmniej częściowej z biura. Tam się spotykamy, żeby nie zapomnieć jak wyglądamy (śmiech). Żeby się trochę zintegrować, pogadać, pójść na kawę do kuchni. Myślę jednak, że praca zdalna po dwóch latach stała się dla nas normalna.
Czy jako zespół wypracowaliście sobie jakieś własne zasady lub rozwiązania, żeby praca zdalna nie wpływała na efektywność Waszej pracy?
Na pewno potrzebujemy trochę więcej spotkań w porównaniu do tego, co było w biurze. Wcześniej wystarczyło wychylić się zza biurka, żeby zapytać o konkretne rzeczy. Teraz trzeba się faktycznie zdzwonić. Mamy więc regularne spotkania na Zoomie, podczas których robimy update’y statusów. Omawiamy, czym się aktualnie zajmujemy i co trzeba jeszcze zrobić. Oprócz tego ta praca jest dość indywidualna, więc udaje nam się pracować całkowicie efektywnie z domu.
Co być poradziła osobom, które są w rozkroku, zastanawiają się, czy zmienić ścieżkę swojej kariery? Sama przeszłaś z działu, w którym miałaś kontakt z klientem, trochę „do tyłu” na stanowisko programisty. To duża zmiana, budząca obawy i często z takimi właśnie obawami mierzą się Metapackersi. Co byś im podpowiedziała?
Powiedziałabym: „nie martw się” – to tak po pierwsze. Sama wewnętrznie miałam ten strach i praktycznie dopóki nie zaczęłam pracy w nowym zespole, byłam przerażona tym, co może mnie spotkać. A co będzie, jak nie wyjdzie? Przecież pracowałam już dwa lata w zespole, wszystko było OK, co się stanie, jak nie wyjdzie? To są takie największe obawy, ale trzeba pamiętać, że jeśli się przeszło tę rozmowę i przeszło się ją pozytywnie, to nie ma się czego bać. Tam naprawdę ludzie bardzo dokładnie sprawdzają, czy się wie wszystko, co najistotniejsze. Trzeba też pamiętać, że skoro wdrożyło się na jedno stanowisko, to wdroży się na drugie. Jeżeli to jest faktycznie to, co chce się robić, to, co nas rozwija, to jak najbardziej trzeba spróbować. Można tylko zyskać.
Na koniec porozmawiajmy o Metapack jako firmie. Czym jest dla Ciebie? Co takiego nas wyróżnia albo co takiego robimy, co jest dla Ciebie ważne z punktu widzenia pracownika?
Ja bardzo sobie cenię to, że możemy współpracować z całym światem. Mamy kontakt z innymi kulturami – w ogólnym rozumieniu tego słowa, ale też z kulturami pracowniczymi. To jest duża zaleta.
Ważne jest też dla mnie to, jak my ze sobą wszyscy w firmie pracujemy, jaka jest atmosfera i kultura pracy. Może to w tej chwili mniej widać, bo jesteśmy zdalnie, ale ja jeszcze pamiętam te czasy w biurze. Wszyscy są bardzo przyjaźni, zawsze jest z kim porozmawiać, to wszystko dużo daje. Bo jak się chce przychodzić do pracy, to wszystko jest łatwiejsze, łatwiej się uczyć nowych rzeczy i łatwiej pracować.
Mamy duże wsparcie w postaci onboardingu. Nikt nie stoi nad głową od pierwszego dnia i nie krzyczy, że czegoś się nie wie, tylko faktycznie pokazuje jak się do tego nauczyć. Dzięki temu czujemy, że jak się przyłożymy, to wszystko będzie OK. Mamy świetne benefity. Można przyjść do biura, można się napić kawy. Mamy wsparcie dla pracy z domu, dzięki któremu mogliśmy od początku zbudować sobie domowe biuro. Myślę, że te wszystkie rzeczy składają się na to, że świetnie się w tej firmie pracuje.
Rok 2021 przyniósł Ci istotną zmianę w rozwoju Twojej kariery. Jakie masz plany na 2022?
Na pewno chcę się dalej rozwijać. Rozpoczęłam przygotowania do certyfikatu z Javy, więc to jest coś, co mnie bardzo w tej chwili absorbuje. Chciałabym się rozwijać, coraz więcej się uczyć, no i mam nadzieję, jak najlepiej pracować. Żeby to wszystko, co wychodzi spod moich rąk, działało i ułatwiało życie naszym klientom i moim współpracownikom.