Od Summer Academy do Team Leadera w półtora roku – historia Patryka

Pierwsze zadania dla Metapack wykonywał podczas Summer Academy 2019. Dzisiaj Patryk rozwija naszą platformę na stanowisku Software Engineer oraz stoi u progu awansu na Team Leadera własnego zespołu.

Jak pokonał tak długą drogę w tak krótkim czasie? Sprawdź.

Do Metapack trafiłeś dzięki Summer Academy. Skąd dowiedziałeś się o takiej możliwości?

Ciężko nie usłyszeć o Metapack czy Summer Academy, kiedy się jest na studiach. Plakaty na uczelni wisiały dosłownie wszędzie. W moim przypadku wszystko potoczyło się w naprawdę nieoczekiwany sposób. W momencie, w którym zacząłem szukać praktyk studenckich ,miejsca na Summer Academy były już wyczerpane i wcale mnie to nie dziwi – w edycji, w której brałem udział miejsc było tylko osiem, a chętnych znacznie więcej. Mimo to udało się, chwilę przed rozpoczęciem Summer Academy jeden z uczestników zrezygnował i wtedy zadzwonił do mnie Wiktor. Czas gonił, bo do rozpoczęcia został niecały tydzień, dlatego cały proces rekrutacji zrealizowaliśmy telefonicznie. Udało mi się odpowiedzieć na wszystkie pytania techniczne oraz przeprowadzić krótką rozmowę o footballu amerykańskim po angielsku i ostatecznie zdobyłem swoje miejsce na Summer Academy.

Jak wspominasz Summer Academy i zadania, które miałeś do wykonania? Nauczyłeś się czegoś nowego, czegoś, czego nie było na studiach?

W porównaniu do praktyk, które odbywałem za czasów nauki w technikum, różnica jest kolosalna. Summer Academy nie tylko pokazuje jak wygląda praca na stanowisku inżyniera oprogramowania, ale również daje zarys tego, jak działa cały „ekosystem” IT w tak dużej firmie. Większość z nas była oczywiście nakierowana na programowanie i temu była poświęcona pierwsza część programu akademii. Na tym się nie skończyło, w kolejnych częściach omówiliśmy sobie również testowanie, bazy danych, podstawową obsługę AWS, a w tym jak wygląda infrastruktura, skalowalność maszyn oraz tworzenie skryptów Terraform. To naprawdę duża dawka wiedzy, ale zostaje w głowie, ponieważ na każdym kroku czekało dla nas zadanie praktyczne, które utrwalało wiedzę. Do dziś w pracy korzystam z tej wiedzy rozmawiając chociażby o AWS.

Summer Academy sprawiło, że zacząłeś myśleć o Metapacku jako o firmie, w której mógłbyś pracować? Czy było na to jeszcze za wcześnie?

W gimnazjum podczas jednego z konkursów obudziło się we mnie małe marzenie, aby właśnie iść w stronę programowania. Małe przemieniało się w większe i ostatecznie wybrałem technikum informatyczne, a następnie studia w tym samym kierunku. Dostanie się do akademii potraktowałem jak wielkie wyzwanie na realizację tego marzenia. Podczas samego już Summer Academy utwierdzałem się tylko, że to naprawdę to, co chcę robić w przyszłości. Ogromna ilość wiedzy do zdobycia, świetne możliwości w wyspecjalizowaniu się oraz niesamowita, przyjazna atmosfera przemawiała do mnie na każdym kroku.

Jak wyglądał twój proces rekrutacyjny? Musiałeś składać jakieś dokumenty czy jako uczestnika Akademii obowiązywały cię inne procedury?

W czasie Akademii razem z moim imiennikiem i dobrym kolegą, Patrykiem, robiliśmy wszystko, aby pokazać się od najlepszej możliwej strony, pracując w grupie dwuosobowej. Staraliśmy się samodzielnie rozwiązywać wszelakie problemy, a jednocześnie utrzymywać komunikację z prowadzącym oraz innymi uczestnikami. Było widać dużo chęci oraz zaangażowania i dzięki temu oboje na stałe znaleźliśmy swoje miejsce jako programiści w Metapack.

Pierwszy etap rekrutacji polegał na rozmowie z prowadzącymi Summer Academy, którzy następnie na osobności wymienili się opiniami o każdym z uczestników. Drugim etapem była natomiast rozmowa z headem działu, Leszkiem oraz Kasią z HR. Rozmowa przebiegła bardzo miło, spokojnie przedstawili swoją decyzję oraz propozycję, a ja zestresowany i poważny zgodziłem się. Ale tutaj moja powaga się skończyła i na twarz trafił uśmiech od ucha do ucha.

Summer Academy było w 2019 roku, później od razu przyszedłeś do pracy jako Software Engineer. Od tamtej pory jesteś częścią Metapack. Jak przyjął Cię zespół?

Jak mówiłem, zaczynałem razem z Patrykiem, dołączyliśmy do bardzo młodego, dopiero powstającego zespołu. Była z nami Zuzia i Damian, którzy też zaczynali wtedy przygodę w Metapack. Dołączył do nas Mateusz, developer z kilkuletnim stażem. Tworzyliśmy więc świeży zespól, jeszcze bez własnej nazwy. Ostatecznie nazwaliśmy się Wikingami. Sądzę, że dotarliśmy się idealnie. Wszyscy zaczynaliśmy na tym samym etapie i myślę, że to mogło mieć też wpływ, wszyscy pokazali swoje prawdziwe „ja” i drużyna tych „ja” okazała się świetnie zgranym zespołem.

Jak w takim świeżym zespole wyglądało wdrożenie Was do pracy? Mieliście kogoś, kto Was uczył, uczestniczyliście w jakichś szkoleniach, które pomogły Wam się odnaleźć w obowiązkach?

Tak, były szkolenia i było to istotne. Przychodząc do Metapack miałem wiedzę głównie z innego języka programowania – Java. Obecnie piszę w C#, bardzo podobnym składniowo, ale też z wieloma różnicami. Wiedza z wcześniej używanego języka była bardzo przydatna, nauczyła mnie sposobu myślenia, jaki jest potrzebny programiście. Ale nie tylko doświadczenie było ważne, ogromną wartością był też proces onboaringu. Wdrożenie prowadzone było przez osoby na różnych stanowiskach dzięki czemu poszerzaliśmy swój pogląd na sposób, w jaki działa firma. Przeprowadzono nas przez najważniejsze aspekty takie jak testowanie, kontekst biznesowy oraz samo programowanie, a po każdej części onboardingu mieliśmy do wykonania zadanie. Cały proces był przygotowany tak, że nabiera się wiedzy na temat tworzonego produktu, a następnie zadanie skutecznie zapisuje wiedzę w głowie.

A co Cię najbardziej zaskoczyło po dołączeniu do firmy?

Przede wszystkim domowa atmosfera, zupełnie inna niż w moim poprzednim miejscu pracy. Na codzienną komunikację nie wpływał staż czy też zajmowane stanowisko. To jest na pewno coś wyjątkowego, kiedy mijasz na korytarzu założyciela firmy i on mówi do Ciebie „cześć” i pyta, jak Ci mija dzień. Coś, czego nie spotkałem w poprzednich firmach.

Druga rzecz to, jak już wspomniałem, zakres moich obowiązków, który mnie zaskoczył, ale i ucieszył. Potraktowałem to jako wyzwanie, szansę na wykazanie się. Przez pierwszy miesiąc na każdym kroku był ze mną mentor, nie musiałem się niczego obawiać, ponieważ posiadał ogrom wiedzy i rozwiewał wszelkie wątpliwości. Pierwszy kwartał to zastrzyk wiedzy, który umożliwił mi szybie usamodzielnienie się w wykonywanych zadaniach.

Jakie jeszcze wyzwania stały przed Tobą na samym początku? Jak wspominasz pierwsze tygodnie w nowej pracy?

Jesteśmy dość dużą firmą, teraz głównym właścicielem jest Stamps, co oznacza, że musimy sprawnie integrować się z różnymi platformami, nie tylko z naszą aplikacją, którą piszemy w Zielonej Górze. Plusem jest to, że skoro pojawia się tak wiele wyzwań, wiele platform, każdy z nas może się w czymś specjalizować i w jakiś sposób się wykazać.

Właśnie awansujesz na Team Leadera. Myślałeś o tym wcześniej?

Od zawsze chciałem rozwijać się w dwóch kierunkach: programowania i zarządzania. Przerobiłem kilka ciekawych lektur w temacie zarządzania zespołem, obserwowałem innych. Zawsze starałem się obserwować działania swoich przełożonych w trakcie pracy oraz gdy była taka możliwość wspomóc w jakimś zadaniu, projekcie. Bardzo miłym zaskoczeniem jest też podejście mojego lidera. Tam, gdzie było to możliwe, mogłem dołączyć do spotkań, gdzie były omawiane i podejmowane decyzje, wszystko też było jasne i przejrzyste. Atmosfera jaką zbudowała, sposób pracy oraz absolutna szczerość i profesjonalizm stały się w pewnym sensie dla mnie inspiracją, jakim liderem sam chciałbym być.

Wiesz już, jakie będą Twoje obowiązki? Będziesz bardziej Team Leaderem czy inżynierem, a może połączysz te funkcje?

Będę łączył obie funkcje. Kiedyś lider to była osoba, do której przychodziło się dosłownie ze wszystkim. Teraz podejście to trochę się zmieniło. Lider jest bardziej od zarządzania zespołem i zadaniami. To daje mu również możliwość realizowania własnych zadań w ramach prac przydzielonych zespołowi. Myślę, że trzeba znaleźć balans, zastanowić się, ile procent chcemy poświęcić na zarządzanie, a ile na pracę własną. Team Leader odznacza się tym, że potrafi podpowiedzieć członkom zespołu, jak sprawniej mogą zarządzać swoimi projektami. Dzięki temu zyskuje więcej czasu, a pozostali mają szansę się usamodzielnić.

Jest jakaś data, od której zaczynasz być Team Leaderem, a może to dłuższy proces? Firma przygotowuje Cię do tego stanowiska?

Na tę chwilę miałem już dwa spotkania wprowadzające, na których mówiliśmy przede wszystkim o charakterze tej pracy. Obserwuję też cały czas, jak to wygląda obecnie. Do maja jeszcze trochę czasu, więc na pewno odbędzie się ich więcej. Wiem, że nie zostanę z tym sam i będę miał okazję przeszkolić się jeszcze bardziej.

Jak zareagował na to wszystko Twój zespół? Awans oznacza, że będziesz musiał odejść od Wikingów.

To bardzo pozytywni ludzie. W reakcjach nie było ani trochę negatywnych emocji, trochę też się domyślali – chyba za słabo ukrywałem aspiracje (śmiech). Jestem im bardzo wdzięczny za miłe słowa zaraz po oficjalnej informacji. Z drugiej strony oczywiście ciężko się rozstać, bo byliśmy mocno zgraną drużyną, nie tylko w pracy. Kiedy to jeszcze było możliwe, organizowaliśmy wspólne spotkania, integracje. Metapack takie inicjatywy wspiera, zgrany zespół to produktywny zespół i znacznie większa motywacja, żeby rano wstać – porozmawiać, popracować w miłej atmosferze. Zabieram jednak ze sobą jednego Wikinga, będziemy nadal współpracować i wspólnie budować nowy zespół. Nie wykluczamy, że niejedno wyjście jeszcze zorganizujemy wspólnie i będziemy nadal utrzymywać świetny kontakt, trzymam kciuki.

Oprócz możliwości awansu, jak w Twoim przypadku, co jeszcze sprawia, że Metapack to fajne miejsce do pracy?

Na pewno to, że nigdy nie zostaje się samemu, jak też mówiłem na początku. Zmiana podejścia, języka programowania lub działu to nie jest czarna magia. Dajemy sobie takie możliwości i podpowiadamy, czego powinniśmy się poduczyć. Po drugie, nasze zaangażowanie jest zauważane i nagradzane. To bardzo dobra rzecz, która pozytywnie mnie zaskoczyła, że robi się coś naturalnie, z własnej inicjatywy, a następnego dnia otrzymuje się kilka miłych słów i nie tylko. To bardzo motywuje.

W pandemii pracujecie przede wszystkim zdalnie. Czy obawiasz się, że taka forma pracy wpłynie na Twoją nową funkcję? Nie spotkasz się z nowymi członkami zespołu, a będziesz musiał ich wdrażać do pracy.

Kiedy wybuchła pandemia, wszyscy pracowaliśmy zdalnie. Później, gdy sytuacja trochę się ustatkowała, przeszliśmy na tryb hybrydowy. Przygotowano nam stanowiska zgodne ze standardami sanitarnymi. Myślę, że po tak długim czasie pracy zdalnej wypracowaliśmy już rozwiązania, które pomagają nam odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Także nie przejmuję się samą pracą, natomiast oczywiście bywa czasem przykro, że nie widujemy się osobiście, nie możemy wyjść czasami na kawę lub na miasto. Mieliśmy jednak trochę czasu, aby się do tego przyzwyczaić, wysnuliśmy też wnioski z poprzednich doświadczeń. Wiemy, w jaki sposób prowadzić spotkania online, na co potrzebujemy piętnastu minut, a na co godziny, jak pracować produktywnie i jak wymieniać się informacjami.

Dziękujemy za rozmowę.

 

Inne aktualności