
Jedyną pewną jest zmiana. Rozmowa z Marzeną, QA Engineer, która jest z nami 10 lat

Marzena to jedna z najdłużej pracujących w AUCTANE testerek i jest dowodem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych – zaczynając od zera, bez technicznego przygotowania, dzisiaj jest jednym z naszych kluczowych pracowników. „Nie jestem techniczna, cały czas się czegoś uczę” – mówi z uśmiechem, a na naszym blogu dzieli się swoimi doświadczeniami, sukcesami i wyzwaniami.
Marzeno, cofnijmy się trochę w czasie do początków Twojej przygody w AUCTANE. Jak wyglądały Twoje pierwsze kroki w firmie i kiedy zdecydowałaś się na zmianę ścieżki kariery, żeby zanurzyć się w świecie IT?
Moje początki w AUCTANE były pełne wyzwań. Przyznam, że nie była to łatwa decyzja – nie miałam technicznego przygotowania. Ale wiedziałam, że chcę spróbować czegoś nowego, więc postanowiłam zaryzykować i zgłosić się na rozmowę kwalifikacyjną. Było to doświadczenie pełne stresu, ale także ekscytujące. Podobnie zresztą jak pierwszy dzień pracy, który był bardzo intensywny. Wróciłam do domu z bólem głowy, ale wiedziałam, że nie mogę się poddać.
Pamiętam też pierwsze zadanie, które otrzymałam. Było duże, ale zespół dał mi wsparcie i obdarzył mnie ogromnym zaufaniem wierząc, że sobie poradzę. Dostałam do przetestowania routing i pierwsze pytanie, jakie pojawiło się w mojej głowie to, czy powinnam przetestować wszystkie kraje. Programista, który zlecił mi zadanie, podpowiedział, żebym skupiła się na tych najbardziej specyficznych. Usiadłam, spojrzałam na tę długą listę i pomyślałam, że muszę coś w końcu przecież wybrać. I wybrałam na pierwszy rzut Kanadę, która – jak się później okazało – była jedynym krajem z problemem (śmiech). Wszyscy śmiali się potem, że to takie „szczęście początkującego”, że pierwszy rzut pada na to, co jest akurat zepsute.
Z czasem i wraz z rozwojem firmy, moje zadania ewoluowały. Zaczęliśmy tworzyć mniejsze zespoły, składające się z jednego lub dwóch testerów i kilku programistów. To pozwoliło mi skupić się na konkretnym obszarze i pracować blisko z moim zespołem programistów. To była dla mnie ogromna szansa na rozwój i naukę nowych umiejętności.
Jesteś testerką już od 10 lat. Jak do tego doszło, skoro nie miałaś odpowiedniego doświadczenia i co sprawiło, że przez ostatnią dekadę nie pomyślałaś o zmianie stanowiska?
Rzeczywiście, od samego początku mojej przygody z AUCTANE, moja rola pozostała niezmienna. Oczywiście, były możliwości przejścia do innych działów, ale zawsze czułam, że to, co robię, naprawdę mi się podoba. Właściwie, kiedy zaczynałam w AUCTANE, aplikowałam na zupełnie inne stanowisko, którego teraz nawet nie pamiętam. Ale rekrutujący mnie koledzy, po długiej rozmowie ze mną, zasugerowali, że widzą we mnie potencjał do bycia testerem. Pomyślałam: „co mogę stracić?” i spróbowałam!
Okazało się, że ta rola idealnie pasuje do mojej dociekliwości i ciekawości. Zawsze cieszyło mnie szukanie błędów, grzebanie w systemie, próby zepsucia czegoś, a nawet proponowanie własnych rozwiązań, takich jak zmiana komunikatu na inny. Ta rola pozwoliła mi na rozwijanie tych umiejętności i naprawdę pokochałam to, co robię.
Przeczytaj również: Co mnie trzyma w AUCTANE? Atmosfera! – Rozmowa z Witkiem, Managerem Supportu
I przez ostatnie lata rzeczywiście wyspecjalizowałaś się w swojej roli. Jakie cechy już z punktu widzenia doświadczonego pracownika uważasz za kluczowe dla osoby pracującej na stanowisku QA Engineer?
W pracy testera niezbędna jest dociekliwość. Musisz być osobą, która nie zadowala się jednym rozwiązaniem, zawsze sprawdza, co jeszcze może się wydarzyć. Ciągle próbuje czegoś innego i obserwuje. Dokładność jest również niezwykle ważna, ponieważ często jesteśmy ostatnią linią obrony przed wydaniem produktu z błędami.
Jednak równie ważna jest umiejętność myślenia z punktu widzenia użytkownika. Musisz wczuć się w rolę osoby, która nie ma tej technicznej wiedzy. Na początku mojej kariery, moja zdolność do identyfikowania drobnych szczegółów, które dla programisty mogły wydawać się oczywiste, ale dla mnie, jako użytkownika, nie były, okazała się niezwykle cenna. Starałam się wykorzystywać te umiejętności w praktyce, co z czasem przyniosło mi coraz większe uznanie w zespole.
Te umiejętności są nie tylko przydatne, ale wręcz niezbędne. Jeśli ktoś je posiada, jest w stanie przetestować lub wykonać jakiekolwiek inne zadanie znacznie łatwiej i szybciej.
Wróćmy jeszcze do Twojego imponującego jubileuszu. Mówiłaś, że Twoje stanowisko się nie zmieniło, ale to chyba nie oznacza, że przez ostatnią dekadę nudziłaś się w pracy? 🙂
Absolutnie! Otoczenie pracy i zespoły, w których pracowałam, ulegały znacznym zmianom. Przeszłam przez tak wiele teamów, że trudno mi je teraz nawet zliczyć. Czasami przechodziłam z jednego zespołu do drugiego razem z dwiema lub trzema osobami, ale sytuacja ta była zawsze dynamiczna. Na przykład, kiedy poszłam na urlop macierzyński, wróciłam do zupełnie innego teamu – były w nim tylko dwie osoby, które znałam od początku mojej pracy w AUCTANE.
Nasza firma jest w ciągłym ruchu i zawsze mówią nam, że jedyną pewną rzeczą jest zmiana. Nie powinniśmy przyzwyczajać się do naszego otoczenia, miejsca pracy czy ludzi. Wpływ na to mają różne czynniki, takie jak zmiana nazwy i struktury firmy, oczekiwania zarządu czy zmieniający się rynek. Musimy za tym wszystkim podążać, aby być na bieżąco.
Czyli można powiedzieć, że słowo „dynamiczny” nie jest tylko pustym sloganem z ogłoszenia o pracę?
Nie, zdecydowanie nie, to nasza rzeczywistość (śmiech). Nawet jeśli jesteś na jednym stanowisku przez 10 lat, otoczenie i zadania są zawsze zmienne. To jest odświeżające. Mogę robić to, co znam, ale nie ma miejsca na nudę i monotonię. Zawsze jest jakaś zmiana.
Dla mnie, największym szokiem było – najpierw zatrudnienie – ponieważ było to coś nowego, a potem, to, co działo się, gdy zaszłam w ciążę i poszłam na urlop macierzyński. Gdy wróciłam, AUCTANE zatrudniało już znacznie więcej osób. Naprawdę czułam się, jakbym przyszła do zupełnie innej firmy. Zaproponowano mi nawet przejście przez proces onboardingu, ale uznałam, że – tak jak wcześniej – będę uczyć się na bieżąco, na konkretnych zadaniach, bo tak zresztą wolę.
Jesteś w AUCTANE najbardziej zagorzałą ambasadorką naszego Volunteer Day. Powiedz, czy korzystasz jeszcze z innych benefitów? Czy uważasz, że są to przydatne i atrakcyjne dodatki do pracy?
Korzystam z wielu benefitów oferowanych przez AUCTANE i uważam, że są one bardzo wartościowe. Jednym z nich są lekcje języka angielskiego. Kiedy dołączyłam do firmy miałam lepsze umiejętności w języku niemieckim, więc chciałam podszkolić też drugi język. Kolejne benefity z jakich korzystam, praktycznie od samego początku mojej pracy, to prywatna opieka medyczna oraz ubezpieczenie zdrowotne. Uważam, że grupowe rozwiązania są zdecydowanie bardziej korzystne.
Inne profity, które cenię, to karta sportowa oraz wspomniany wcześniej Dzień Wolontariusza. Jest on jednym z moich ulubionych benefitów, korzystam z niego każdego roku i rzeczywiście jestem tą osobą w zespole, która zawsze przypomina innym, żeby też to zrobili, żeby im ten dzień nie przepadł. To jest jeden dzień wolny od pracy, który możemy spędzić na wolontariacie, łącząc przyjemne z pożytecznym.
Mam nawet ciekawą historię związaną z tym dniem. Dwa lata temu, kiedy cały zespół poszedł posprzątać las, jeden z moich kolegów usłyszał miauczenie małych kotków. Zostały one porzucone w lesie, więc zawieźliśmy je do schroniska. Przy okazji wyprowadziliśmy też kilka psów. Ten sam kolega później zaadoptował jednego z tych kotków. Drugi kotek, niestety, nie przeżył z powodu choroby. Teraz mamy więc kotka w naszym zespole!
Mówisz o benefitach, o rozwoju, a czy jest jeszcze coś, co trzyma Cię w AUCTANE szczególnie? W końcu 10 lat to szmat czasu.
W AUCTANE trzymają mnie przede wszystkim ludzie i atmosfera. Jak wcześniej wspomniałam, na początku byliśmy jak rodzina – mała, ale bardzo zżyta. Ta atmosfera była naprawdę niesamowita i do dziś utrzymuję kontakt z wieloma z tych osób. Mimo że firma się rozrosła, ten rodzinny klimat pozostał. Muszę przyznać, że to właśnie ludzie są głównym powodem, dla którego tu ciągle jestem. Współpraca z nimi jest naprawdę wspaniała.
Drugi powód to moja chęć rozwoju. Ta dociekliwość, poszukiwanie nowych rozwiązań, naprawianie błędów, wpływanie na to, jak programiści coś naprawiają, a także dbanie o to, aby nasze produkty były atrakcyjne i wysokiej jakości – wszystko to sprawia, że mogę się rozwijać i ciągle zdobywać nową wiedzę. Może to wynika z faktu, że nie jestem osobą techniczną, ale ciągle się czegoś uczę. Kiedy pojawiają się nowe zmiany czy zadania, zdobywam nową wiedzę. Na razie nie odczuwam nudy.
Przeczytaj również: Zmiany rodzą możliwości. Rozmowa z Pawłem, Solution Architectem
Masz na swoim koncie jakieś spektakularne sukcesy? A może utkwiła Ci w pamięci jakaś porażka?
Porażki zdarzają się każdemu, choć nie przypominam sobie żadnej spektakularnej (śmiech). Przyznam, że na moim koncie jest ich niewiele, ponieważ zawsze staram się być bardzo dokładna. Właściwie jestem znana z tego, że jestem bardzo „czepialska” – zwracam uwagę na każdą kropkę, przecinek, każdy najmniejszy detal.
Jeśli chodzi o sukcesy, jednym z najważniejszych był proces certyfikacji UPS-a. UPS wymagał od nas przeprowadzenia certyfikacji, co oznaczało przygotowanie wszystkich etykiet i plików EDI (elektroniczne śledzenie przesyłek) zgodnie z ich wymaganiami. Wymagania były różne dla Kanady i Stanów Zjednoczonych, więc było sporo pracy. Bez tej certyfikacji nie moglibyśmy jednak korzystać z usług UPS. Proces ten wymagał dużo czasu, stresu i nerwów, ale udało nam się go zakończyć pomyślnie.
Innym moim takim osobistym sukcesem jest przygotowywanie zestawów walidacyjnych – plików etykiet i EDI, które następnie wysyłamy do kuriera do zatwierdzenia. Staram się, aby moje zestawy były przygotowane i zatwierdzone za pierwszym razem – to taka moja mała ambicja (śmiech). Nie zawsze to wychodzi, ale mam już na swoim koncie kilkanaście takich zestawów i to zawsze sprawia mi dużą radość.
Jestem również dumna z tego, że wiele rzeczy nauczyłam się sama – zarówno w pracy, jak i po godzinach. Teraz jestem w stanie przekazać tę wiedzę innym, co też jest dla mnie dużym sukcesem. Krótko mówiąc, każdy, nawet najmniejszy sukces, dodaje mi skrzydeł i sprawia mi radość.
Na koniec pytanie o zespół. Mówiłaś, że przeszłaś przez kilka, a gdzie jesteś teraz? Jak oceniasz pracę swojego zespołu?
Aktualnie jestem częścią zespołu kurierskiego, który zajmuje się modułami w MPM. Jestem bardzo zadowolona z naszej sześcioosobowej ekipy. Niedawno zmienił nam się lider, a podobne zmiany zawsze rodzą pewne obawy, ale okazało się, że jest naprawdę świetny. Mamy doskonały kontakt ze sobą. Każdy z nas jest niesamowicie pomocny – kiedy tylko potrzebuję wsparcia, mogę na nich liczyć.